Dźwięk nadjeżdżajacego pociągu
Z błogiego snu wyrwało ją głośne szczekanie psa. Mamrocząc pod nosem, przekręciła się na drugi bok i zakryła uszy miękką poduszką. Jednak nie powstrzymało to małego ujadacza, który widząc, że jego pani, nie ma najmniejszego zamiaru wstać i go wyprowadzić, z wielką gracją wskoczył na jej łóżko. Zbliżył siwy pysk do jej odsłoniętego kawałka twarzy i zaczął wesoło lizać, wiedząc, że to z pewnością na nią zadziała.
Jakaż była jego radość, kiedy rzeczywiście właścicielka, co prawda z ogromną złością, wstała z łóżka. Spojrzała na psa z wyrzutem, lecz po chwili delikatny uśmiech wpłynął na jej usta, gdy dostrzegła wesoło merdający ogon jej ukochanego sierściucha. Poklepała się po udzie, przywołując psa do siebie, który wyczuwając poranny czas zabawy, cicho zaskomlał z radości. Kobieta śmiejąc się, czochrała za uszami zwierzaka i co jakiś czas czule do siebie tuliła. W ramach rekompensaty entuzjastycznie ją trącał i lizał.
Po kilku minutach ich zabawa dobiegła końca, ponieważ musiała się przyszykować do wyjazdu. Wybrała z szafy kilka najbardziej przydatnych ubrań, które wrzuciła do zgrabnej walizki, leżącej na łóżku. Następnie ubrała wygodny i luźny zestaw, jako że miała kilka godzin jazdy pociągiem przed sobą, zawsze na pierwszym miejscu stawiała nie na elegancję, a na wygodę. Na koniec usiadła przy drewnianej toaletce, aby wykonać delikatny makijaż. Z czułością przejechała po niej ręką. Należała do jej mamy, która była aktorką, przez co widać było jak bardzo mebel był nadużyty. Jednak jej to nie przeszkadzało, wręcz uważała, że dodawało to toaletce większego uroku.
Spojrzała na duże lustro, znajdujące się przed nią. Z odbicia spoglądała na nią młoda kobieta, pełna energii i entuzjazmu, widocznego w jej orzechowych oczach. Sięgnęła po szeroką szczotkę i zaczęła delikatnie rozczesywać skołtunione pasma. Nie uważała się za kobietę atrakcyjną, wręcz często używała stwierdzenia przeciętna, jednak lubiła siebie taką jakaz jest. A już najbardziej w sobie uwielbiała kasztanowy kolor jej długich, pofalowanych włosów. Odziedziczyła je po mamie, przez co każdy ją z nią mylił, tak bardzo były podobne. Odbicie smutno uśmiechnęło się na myśl o mamie.
Z drugiego pokoju usłyszała ciche piszczenie, zapewne pies prosił ją, aby się pospieszyła i wyszła z nim w końcu na dwór. Szybko dokończyła malowanie się, przygładziła włosy i w końcu była gotowa. Narzuciła na siebie jeansową kurtkę i włożyła, któreś z jej ulubionych, znoszonych trampek. Zagwizdała na czworonoga, po czym zamknąwszy drzwi do mieszkania, szybko zbiegła po krętych schodach klatki.
Pogoda tego dnia była przyjemna i odprężająca. Nie było ani za gorąco, ani za zimno. Niebo było lekko zachmurzone, ale sprytne promienie słoneczne i tak znajdowały szpary, dzięki którym delikatnie oświetlały ziemię. Wiatr słabo wiał, dając przyjemny chłód i powodując, że liście drzew zaczęły cicho szeleścić, tworząc przyjemną atmosferę. Był środek wiosny, toteż trawa i grządki pobliskich domów, pokryte były kobiercem kwiatów o najróżniejszych barwach. Pies z radością rzucił się w ten kolorowy dywan, zapewne w pogoni za motylem. Uwielbiał się z nimi bawić.
Głęboko zaciągnęła się świeżym, porannym powietrzem. To jasne, że nie należała do rannych ptaszków, ale dla takich chwil warto było trochę wcześniej wstać. Poczuła przypływ pozytywnej energii i ze śmiechem pobiegła w stronę czworonożnego przyjaciela. Przez kilkanaście minut bawili się razem, ona rzucając mu patyka, on z głośnym ujadaniem, szaleńczo biegając i co jakiś czas dając jej niespodziewanego całusa. Wkrótce cali byli ubrudzeni ziemią i nieznacznie zieloni od tarzania się w trawie. Jednak nie wadziło im to, w końcu liczył się tylko miło spędzony czas na porannym spacerze.
Ku niezadowoleniu zarówno psa jak i właścicielki, wkrótce musieli wracać do mieszkania. Za godzinę miała przyjść opiekunka, znajoma, która na czas nieobecności będzie zajmowała się czworonogiem. Nie chciała go zostawiać, bo wiedziała, że nie lubi przebywać gdzieś bez niej, jednak tam, gdzie jechała nie można było zabierać psów.
Po wejściu do domu, od razu wzięła go do wanny, gdzie porządnie został wyszorowany i wyczyszczony z brudu. Naturalnie, nie obyło się to bez rozlanych wszędzie kałuż wody oraz tego, że cała była w pianie. Na koniec wyskakując kąpieli, jak na złość, otrzepał się tryskając wilgotnymi kroplami na każdą ścianę. Złapała go w połowie drogi i wysuszyła dużym ręcznikiem, uważając by wszystkie wrażliwe miejsca, takie jak uszy, były dobrze wytarte. W końcu dała mu za wygraną i puściła wolno. Ten zaś z książęcą elegancją podreptał przed balkonowe okno i ułożył się w słońcu, co jakiś czas liżąc łapy, tak jakby sprawdzał, czy są dobrze umyte.
Po wytarciu i uprzątnięciu łazienki, kobieta odetchnęła, po czym podeszła do wysokiego lustra, stojącego w przedpokoju. Jęknęła z rozpaczą, gdy zobaczyła w jakim stanie są jej ubrania. Mamrocząc pod nosem uwagi w stronę niewdzięcznego psa, poszła się przebrać, a brudne ubrania wrzuciła do pralki.
Wreszcie była gotowa do wyjścia. Chwyciła rączkę walizki oraz sięgnęła po podręczną torebkę. Ostatni raz spojrzała przelotnie na mieszkanie, czy niczego nie zapomniała i zawołała psa, żeby się jeszcze z nim pożegnać.
Czworonóg czuł, że jego właścicielka go opuszcza, a to nie należało do jego ulubionych sytuacji. Wolał jak była tu w domu, krzątając się po całym mieszkaniu i głaskając go cały czas. Patrzył na nią ponurym wzrokiem, pokazując, że jest dogłębnie urażony. Kobieta przytuliła go do siebie i ucałowała psią mordkę.
- Pilnuj domu i proszę cię zachowuj się, bo teraz ty jesteś panem na włościach! - powiedziała, patrząc na niego, tym swoim nienawidzącym sprzeciwu wzrokiem.
Pies na znak, że rozumie szczeknął donośnie i pomachał ogonem. Obserwował jak właścicielka posyła mu całusa na pożegnanie i zamyka drzwi. Jeszcze usłyszał chrzęst zamka w drzwiach, po czym zapadła grobowa cisza w domu. Czekał z nadzieją, że może jeszcze postanowi wrócić, nigdzie nie wyjeżdżać. Czas jednak płynął, a jego kochanej pani wciąż nie było. Podreptał do jej pokoju, cicho skamląc z tęsknoty. Ułożył się na miękkim kocyku i spróbował zasnąć, a najlepiej przespać cały ten nieznośnie wolno płynący czas. Po chwili wreszcie przyszedł wyczekiwany sen.
***
Wybudziło go ponowne skrobanie przy drzwiach. W jednej sekundzie zerwał się i pobiegł prosto pod nie. Dreptał z radością, myśląc, że przespał całą nieobecność swojej pani. Jednak kiedy tylko zobaczył twarz opiekunki, której nie lubił bardziej niż czesania, ogon opadł bezwiednie.
W tym momencie, w jego psiej głowie zrodził się, według czworonoga, cudowny pomysł. Dlatego postanowił wprowadzić go w życie.
***
- Już momencik, gdzieś mi się portfel zapodział - wymamrotała kobieta, odgarniając niesforne kasztanowe włosy. - O! Tu się schował. Proszę bardzo! - podała pieniądze na bilet, uśmiechając się przepraszająco do sprzedawczyni.
Odeszła od kasy, ściskając w ręce karteczkę z wypisanymi numerami peronu oraz wagonu. Szybkim krokiem i z towarzyszącym jej, chroboczącym odgłosem jadącej walizki, zmierzała w stronę wyznaczonego miejsca.
Kiedy już dotarła, spojrzała na zegarek i zauważyła, że ma jeszcze pół godziny do przyjazdu pociągu. Znalazła wolną ławkę, na której usiadła i wyciągnęła książkę z torby. Lektura tak ją wciągnęła, że nie zauważyła jak czas oczekiwania, skrócił się do zaledwie pięciu minut. Upewniła się ponownie, że ma przy sobie bilet i wszystkie potrzebne dokumenty, po czym cicho westchnęła.
Chciała wstać, żeby zająć od razu jakieś dobre miejsce, najlepiej przy oknie, kiedy usłyszała hałas w oddali. Zwróciła głowę w stronę, z której dochodził i zobaczyła dość niezwykłe zamieszanie. Pracownicy ochrony coś do siebie pokrzykiwali, a ludzie odskakiwali na boki i potrącali siebie nawzajem. Co mogło wywołać takie poruszenie? Złodziej może?
Wkrótce dostała odpowiedź na swoje pytanie, bo z tłumu wystrzelił jak z procy jakiś obiekt. Kobieta zmrużyła oczy. Że też dzisiaj musiała zapomnieć założyć okulary. Rozmazana w biegu masa, miarowym tempem zbliżała się do niej. Przez chwilę poczuła zaniepokojenie, myśląc, że to może dzikie zwierzę. Jednak gdy tylko, to “coś” było od niej oddalone na kilka metrów, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
To był jej pies! Jej kochany futrzak przybiegł za nią aż tutaj! Czworonóg rzucił się na nią, tuląc się i łasząc. Skomlał głośno, jakby się całe lata nie widzieli. Kobieta śmiała się, próbując wstać z ziemi, ale wcale jej na to nie pozwalał. Wreszcie udało jej się odczepić stęsknionego psa i wtedy dopiero zobaczyła wokół siebie zbiorowisko gapiów. Ludzie śmiali się i wskazywali palcami z rozczuleniem na radosnego zwierzaka. Wśród nich dojrzała nawet i przerażoną opiekunkę.
- Boże, tak bardzo cię przepraszam, ale kiedy tylko otworzyłam drzwi do twojego mieszkania, ten urwis od razu pobiegł jak dziki! W dodatku ktoś zostawił otwarte drzwi od klatki schodowej i widzisz, gdzie aż zaleciał! - tłumaczyła zdyszana dziewczyna, cały czas przepraszając.
- Nie nie szkodzi! - odrzekła, próbując ją uspokoić. - To nie twoja wina, przecież nie wiedziałaś, że z niego taki spryciarz.
Pies cały czas energicznie machał ogonem, jakby nic się nie stało. Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić, zostało tylko dwóch pracowników stacji, którzy patrzyli rozgniewani na nas. Kobieta podniosła się i zaczęła ich przepraszać za niesfornego zwierzaka. Panowie postanowili tym razem jej podarować taki pogwałcenie przepisów, w końcu nie są na tyle bezduszni, żeby w jakiś sposób karać takiego pociesznego psa. Podziękowała serdecznie i obiecała, że to ostatni raz.
- Jakim cudem to wszystko wymyśliłeś? - spytała patrząc na futrzaka z niedowierzaniem. - Jesteś niesamowicie mądrym pieskiem! - podrapała go za uchem i mocno przytuliła.
Pies szczeknął i oparł przednie łapy na jej brzuchu, zmuszając ją, żeby usiadła na ławce. Następnie sam na nią wskoczył i zaczął lizać po twarzy. Kobieta ze śmiechem się od niego oganiała.
- Już nigdy cię samego nie zostawię - szepnęła, przytulając go.
W oddali słychać było ostry pisk, oznajmiający, że nadjechał pociąg.
Komentarze
Prześlij komentarz