Rozdział 8 Kiedy myśliwy staje się zawierzyną

Vivienne


 

Obudził mnie silny ból głowy. Uchyliłam jedno oko, by po chwili je zamknąć z sykiem. Słyszałam czyjeś głosy, dochodziły z wszystkich stron, zlewając się w jedną, wielką kakofonię dźwięków. Spróbowałam poruszyć rękoma, lecz czułam, że są czymś związane.

Ktoś chwycił moją twarz i zaczął poklepywać, żebym się w końcu obudziła. Z niechęcią ponownie spróbowałam otworzyć oko. Przede mną stały dwie niewyraźne postacie. Jeszcze przez kilka minut były rozmazane, jednak wreszcie odzyskałam na tyle przytomność, żeby móc je rozpoznać.

Tym, który trzymał mnie za twarz był mag, przemawiający wcześniej z mównicy. Jego oczy były nieprzeniknione i patrzyły na mnie z obojętnością. Tuż za nim siedział na krześle drugi mężczyzna. Zmrużyłam oczy, żeby wyostrzyć i tak zamazany bardzo obraz. Kiedy tylko zobaczyłam kim jest, poczułam przerażenie.

Hrabia Forkles patrzył znudzony, kiwając tylko lekko nogą. Czarne jak atrament włosy były elegancko ułożone i lekko zakręcone na końcach. Wpatrywał się w nas jadowitym wzrokiem zielonych oczu, przypominających kocie. Blada cera świeciła od nałożonego na twarz pudru, mającego podkreślić jej szlachecki wygląd. Pomimo delikatnej urody, był wysoki i postawny, a pod ubraniem rysowały się mięśnie. W końcu był najbardziej znienawidzonym człowiekiem w mieście, więc musiał umieć się obronić.

Bawełniana koszula była lekko rozpięta, ukazując różne wisiorki i talizmany zawieszone na szyi. Blask wypolerowanych butów był widoczny nawet z tak większej odległości. Jego płaszcz leżał rzucony niedbale na podłogę. Podwinął rękawy i pochylił się do przodu.

- Przedstawiać ci się chyba nie muszę.

Jego głos był niski i ochrypły. Wypowiedział tylko kilka słów, a ja już czułam jakby wydał na mnie wyrok śmierci. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Artura, który może uspokoiłby mnie choć w niewielkim stopniu. Kiedy tylko zobaczyłam jego bezwładne ciało leżące obok mnie, panika przejęła nade mną panowanie. Oczy miał obwiązane czarną apaszką. Nasz bezoki znajomy pewnie opowiedział o jego zdolnościach.

- Co mu zrobiliście?! - krzyknęłam, zapominając, że przede mną stoi najważniejsza osoba w Mieście Cieni.

- Zwykłe zaklęcie ogłuszające, nie bądź już taka przewrażliwiona - burknął, wciąż klęczący obok mnie mag. - Nic mu nie jest, ale czy będzie tak dalej, to zależy od ciebie. Zresztą i vice versa, twoje życie jest w jego rękach - enigmatyczne słowa maga wcale nie pomogły mi się uspokoić.

- Czego od nas chcecie? Wiemy, co się dostaje za wtargnięcie na teren zakazany, więc od razu możecie przejść do rzeczy - warknęłam, próbując opanować drżący głos.

Hrabia uniósł kąciki ust i podniósł się powoli. Kiwnął palcem na maga, który posłusznie oddalił się ode mnie i stanął w rogu pokoju. Forkles zbliżył się i przez jakiś czas mi się przyglądał. Po chwili poczułam jak coś niewidzialnego owija się wokół mojej szyi i coraz mocniej zaciska. Spojrzałam na niego z przestrachem, próbując się wyrwać z więzów magii, jednak bezskutecznie. Hrabia wykonał ruch ręką i całe moje ciało poderwało się do góry, po czym zostało przyciśnięte do ściany. Nie mogłam poruszyć nawet palcem.

Zauważyłam ruch po mojej prawej i zobaczyłam, że Artur się zaczyna budzić. Wciąż był lekko otumaniony, ale powoli wracała mu świadomość. Zaczął się szamotać, kiedy uświadomił sobie, że jest skuty, brak wzroku zapewne mu nie pomagał w uspokojeniu się.

- Viv..? - szepnął Artur. - Jesteś tutaj?

- T-tak - odpowiedziałam, jednak mój głos był zduszony przez zaciśnięte “dłonie” na szyi. - On tu jest braciszku - zachłysnęłam się, kiedy uścisk się zwiększył. - prawdziwy demon Miasta Cieni stoi przed tobą - wykrztusiłam.

W sekundzie moja szyja została uwolniona i upadłam z łoskotem na podłogę. Zachłannie łapałam powietrze, na przemian próbując opanować spazmy kaszlu. Spojrzałam na Artura, który raz był blady ze strachu, to znów czerwony ze złości.

- Zostaw moją siostrę. To ja mam do ciebie sprawę, nie ona - jego głos ociekał wściekłością.

Hrabia zwrócił swój obojętny wzrok na niego, po czym pochylił się i obrócił głowę mojego brata w swoją stronę.

- To nie jest jakieś tam biuro zażaleń, żebyś miał do mnie sprawę - warknął i odepchnął Artura, który dyszał z wściekłością, jak dzikie zwierzę, które wsadzono do klatki.

- A teraz mnie uważnie posłuchajcie - kontynuował hrabia. - Żyjecie tylko i wyłącznie dlatego, że ja tego chciałem, więc radziłbym wam podziękować.

- Mamy ci dziękować za to, że zamiast ukrócić nam czas życia, zamierzasz je wydłużyć i przy okazji wykorzystać na swoją korzyść? - prychnął Artur, na co ja spiorunowałam go wzrokiem.

Hrabia zignorował wypowiedź mojego brata, po czym podszedł do biurka i leniwie się o nie oparł. Świdrował każde z nas wzrokiem, nieprzeniknionych, zielonych oczu. Z kolei, siedzący pod drzwiami mag miał twarz wykrzywioną odrazą, ale i znudzeniem. Forkles westchnął i wznowił rozmowę.

- Moja cierpliwość, jak zresztą wiecie, ma swoje granice. Dużo o was słyszałem, o bliźniętach cwanych jak lis i zabójczych jak trucizna. Dlatego postanowiłem wam zaproponować układ i lepiej zastanówcie się, czy warto odmawiać - w oku hrabiego pojawiły się wrogie iskry. - Daruję wam życie, ale od dziś należycie do mnie i zostaniecie włączeni do mojej prywatnej straży - Rubinowych Cieni.

Forkles dzikim wzrokiem pochłaniał wyraz zszokowania, który odmalował się na naszych twarzach. Czułam, że wszystkie moje wnętrzności zmieszały się w jedną masę. Powstrzymywałam się, żeby nie zemdleć, więc spojrzałam na Artura. Ku mojemu zdziwieniu był pełen spokoju i opanowania. Nabrałam trochę nadziei, że może ma jakiś plan.

Rubinowe Cienie były koszmarem całego miasta. W ich szeregi wchodzili ludzie, będący fanatykami hrabiego i największymi wrogami marerittów. Co dziwne rekrutami zostawały także same mareritty, z reguły te, które zostały schwytane przez strażników i mogły się przydać w szeregach tajnych agentów hrabiego. Była to najbardziej hańbiąca rzecz dla nas, ponieważ Rubini trudnili się załatwianiem najwyższych spraw, które najczęściej dotyczyły tłumienia buntów ludzi lub śledztw w sprawach marerittów.

Dlatego nie zdziwiła mnie szybka odpowiedź brata:

- Nie zgadzamy się na twój układ.

- To może ona was przekona - szepnął tajemniczo Forkles, po czym skinął głową na maga, który szybko wybiegł za drzwi.

Po chwili usłyszeliśmy odgłosy wydawanych rozkazów oraz dźwięk obijających się o siebie kajdanek. Drzwi od komnaty otworzyły się, a do pokoju weszło dwóch strażników, trzymających mocno przy sobie drobną kobietę.

Wyglądała na wyjątkowo wyczerpaną. Jej skóra była ziemista, jakby nie widziała słońca od bardzo dawna. Włosy długie do pasa, pełne kołtunów i zlepionych kosmyków, miały płowy kolor. Zauważyłam też, że jej dłonie były posiniaczone, z paznokciami obgryzionymi do krwi. Kobieta stała z pochyloną głową i się lekko chwiała.

Zastanawiałam się, co takiego zrobiła, że musiała mieć założonych aż 5 par szafirowych kajdanek, które miały ograniczyć jej moc. Dreszcz niepokoju przebiegł po moich plecach, kiedy zobaczyłam, że hrabia z wyjątkowym rozbawieniem przypatruje się kobiecie. Czy ten człowiek ma w sobie choć krztę wrażliwości?

Forkles kiwnął na strażników ręką, żeby się do niego zbliżyli. Następnie sięgnął za dekolt koszuli i wyciągnął mały medalion, który obracał w palcach. Objął dłoń kobiety i wymawiając cicho zaklęcie sprawił, że dwie pary kajdanek opadły z łoskotem na ziemię.

- Pamiętaj tylko bez żadnych zrywów, bo wiesz, co się stanie - szepnął, z wciąż zaciśnięta ręką na jej nadgarstku. Po chwili kobieta syknęła i wyrwała mu się, kiwając energicznie głową i mamrocząc pod nosem.

- Czy na pewno nie podpiszecie naszej umowy? - zapytał nas ponownie spokojnym i pogodnym głosem.

- Przecież znasz odpowiedź - warknął Artur.

Wiercił się, co chwilę próbując zdjąć opaskę z oczu, jednak jego próby były bezcelowe. Widziałam zdenerwowanie brata, w końcu nie wiedział, co się dzieje. Chociaż nawet ja tego nie potrafiłam określić. Patrzyłam tylko nieufnie, bo i tak nic nie mogłam zdziałać.

Hrabia pochylił się nad kobietą i szepnął jej coś na ucho, po czym podniósł się i dalej poruszał talizmanem. Analizując słowa Forklesa, przez chwilę stała i kiwała głową, wpatrując się w swoje dłonie. Następnie w zaledwie sekundę, dokonała się w niej przemiana.

Ze strudzonej i przerażonej więźniarki nie zostało nic. Teraz stała przed nami kobieta, od której dało się wyczuć bijącą moc. Kiedy spojrzała w naszą stronę, nie mogłam powstrzymać przerażonego sapnięcia. Jej oczy były całkowicie czarne, a twarz poprzecinana ciemnymi żyłkami. Usta miała rozwarte w demonicznym uśmiechu.

Po to ją trzymali, bo była marerittem, w którym obudził się demon. Nie chcę wiedzieć, ile testów na niej przeprowadzano. W tej postaci nie miała kontroli nad tym, co robi, mogła tylko biernie obserwować.

- Vivienne, co się tam do jasnej cholery dzieje - głos Artura rozległ się w mojej głowie.

- Nie wiem braciszku, ale to się nie może dobrze skończyć - odpowiedziałam przerażona, kiedy zobaczyłam, że kobieta się do nas zbliża.

Była już tak blisko, że czułam jej ciepły oddech na twarzy. Gdy zobaczyłam, że wyciąga w moją stronę rękę, u której wyrosły długie jak szpon paznokcie, wpadłam w panikę. Próbowałam się ruszyć, wyszarpnąć, cokolwiek zrobić. Byłam jednak przykuta szafirowymi kajdankami i jedyne, co osiągnęłam to coraz większy ból, spowodowany ich działaniem. Wydałam z siebie cichy krzyk, gdy jej zimna dłoń oplotła moją szyję.

- Błagam cię, nie rób jej krzywdy - szepnął Artur. - Ona nic nie zrobiła, poszła za mną, to ja chciałem się z tobą widzieć. Vivienne jest tu przypadkowo - głos mu się łamał, kiedy wypowiadał ostatnie słowa.

- Myślisz, że mnie obchodzi, kto chciał tu być, a kto nie? Ja też najchętniej bym siedział teraz w wannie z ciepłą woda, ale jak widzisz nie mogę - odparł Forkles lekkim tonem, jakby to co wykonuje, było jego codziennością. - Mówiłem, żebyście dobrowolnie podpisali układ, to teraz nie chcę słyszeć, żadnych skarg - warknął, zaciskając mocniej amulet, na co kobieta się wykrzywiła i wydała z siebie cichy skowyt.

Jej druga ręka powędrowała do mojej twarzy i dotknęła delikatnie mojego policzka. Wtedy nasze oczy się spotkały i jakby na chwilę, znów w ich czarnej toni pojawiła się dawna, wystraszona więźniarka.

- Zrobię to szybko. Obiecuję - szepnęła do mnie, zakrywając mi pole widzenia, środkiem dłoni.

W tym momencie poczułam przeszywający ból w głowie. Świat zawirował mi przed oczami, stapiając się w jedną bezładną mieszaninę kolorów i dźwięków. Straciłam też całą władzę nad ciałem, nie mogłam nawet kiwnąć palcem.

Poczułam, że coś porusza moją ręką. Wiedziałam, że to nie ja to robię, a jednak jakimś cudem się to dzieje. Wtedy do mnie dotarło, że ta kobieta musiała rzucić silne zaklęcie hipnotyzujące. Czyli tak Forkles chciał uzyskać nasz podpis. Nie bacząc na nasze sprzeciwy, postanowił wziąć go siłą.

Spróbowałam w jakikolwiek sposób odzyskać władzę nad ciałem. Przytłaczający ból mi to uniemożliwiał, wręcz zwiększał się, im bardziej próbowałam. Z bezsilnością obserwowałam, jak kobieta rzuca zaklęcie na Artura. Nawet jego moc na nic się tu zdała. Kiedy i on został jej marionetką, podszedł do nas mag i naciął nam delikatnie nadgarstki tak, aby poleciała mała strużka krwi. Podstawił kartki z umowami, po czym kiwnął głową kobiecie. Zobaczyłam, że moja dłoń wędruje w kierunku pióra, a następnie wykonuje, idealnie odwzorowany podpis z moimi inicjałami.

Po tym jak ostatni zawijas został postawiony, kobieta zaczęła opuszczać nasze umysły. Razem z nią zniknęła cała moja energia. Poczułam, że robię się senna, a powieki nieznośnie mi ciążą. Ostatecznie nie byłam już w stanie nic zobaczyć, więc poddałam się i odpłynęłam w krainę snu.

Transakcja została zakończona. Nasze ciała i dusze należały od teraz do Forklesa.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dobry, Zły i Brzydki

Tajemnica dzieciństwa

Rozdział 32 Ostatnie pożegnanie