Rozdział 11 Powrót do rzeczywistości
Artur Czasami zastanawiam się, skąd w niej tyle energii. Nasi rodzice, pomimo swojej wewnętrznej siły, byli oazami spokoju. Aż tu z tych dwóch łagodnych dusz zrodziliśmy się my, w tym tykająca bomba, nazwana Vivienne. Kłopoty to było jej drugie imię, zaś ja byłem uważany za koło ratunkowe. Ileż to razy toczyliśmy kłótnie o to, że gdyby zaczęła się zastanawiać, to nie musiałbym jej tyle razy ratować z opresji. Jednak muszę przyznać, że gdyby nie jej nieskończone składowisko energii, dawno bym się poddał. Codziennie ten wiecznie przylepiony do twarzy uśmiech, motywuje do walczenia z trudną rzeczywistością. Zawsze była, kiedy jej potrzebowałem i potrafiła wyciągnąć mnie z odmętów ponurego świata. W dodatku potrafi dobrze słuchać i ma milion pomysłów na minutę. Mogłaby jednak być mniej uparta i czasami zgodzić się ze mną. Dlatego, kiedy teraz patrzę, na jej spokojną twarz pogrążoną we śnie, aż ciężko mi uwierzyć, że to moja siostrzyczka. Matka Forklesa (wkrótce p...