Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2022

Rozdział 25 Eron LaCarel

 Vivienne   - Czy ty już do reszty oszalałeś!? - głos Magnusa dobiegł z otchłani, zlewając się z moim krzykiem. Kiedy myślałam, że ten koszmar nigdy się nie skończy, poczułam jakby coś opuszczało moje ciało. Wszystkie obrazy zniknęły. Opadłam w czyjeś ramiona, które delikatnie mnie otuliły. Cały czas miałam zamknięte oczy, ale łzy wciąż nie przestawały z nich lecieć. Wbiłam palce w plecy tego, kto mnie obejmował. Był to mój jedyny punkt zaczepienia z rzeczywistością i nie chciałam go stracić. Słyszałam cichy głos, który coś mi tłumaczył, ale nie potrafiłam nic zrozumieć. Skupiłam się na swoim drżącym oddechu i zaczęłam go uspokajać. Liczyłam wdechy póki nie stały się równomierne. Czując przypływ mocy zdobyłam się na to by otworzyć oczy. Światło dnia mnie na chwilę oślepiło. Po paru sekundach wszystko było dostatecznie widoczne. Wtedy dostrzegłam, że to Magnusa się tak kurczliwie trzymałam. Gładził mnie delikatnie po plecach, szepcząc żebym spróbowała do nich w...

Rozdział 24 Mroczne zakamarki umysłu

 Vivienne   Udałam się do karczmy Magnusa, licząc że spotkam tam Edwarda. Założyłam swoje normalne ubranie, tak aby nie przyciągać uwagi karmazynowym strojem Rubinów. Otworzyłam drzwi i weszłam do przytulnego pomieszczenia. Wczesna godzina sprawiła, że nie było tu sporo osób. Podeszłam do baru, za którym stał dobrze znany mi chłopak. Jack spojrzał na mnie beznamiętnym wzrokiem, ale przy okazji odsunął się na bezpieczną odległość. Dopiero teraz dostrzegłam, że jego ręka to proteza. Nałożono na nią z pewnością dobre zaklęcie maskujące, bo z daleka nikt by nie podejrzewał, że jest sztuczna. Dostrzegł mój zaintrygowany wzrok, więc ze zmieszaniem schował ją za siebie, taksując mnie lekko poirytowanym wzrokiem. - Czy jest może Edward? - zapytałam, spoglądając z powrotem na jego twarz i siląc się na uprzejmy ton. - Pan Morket dopiero co wyszedł z panem Magnusem. Proszę przyjść kiedy indziej. - Och… no dobrze. Przekaż, że pilnie potrzebuję jego pomocy. Jack skinął głową i w...

Rozdział 23 Tajemniczy mężczyzna

 Artur   Patrzyłem z niechęcią jak matka hrabiego dostojnym krokiem zbliża się w moją stronę. Miała na sobie bufiastą suknię w kolorze świeżej pomarańczy, która w promieniach słońca świeciła się złocistym blaskiem. Tuż przy dekolcie miała wyszyte drobne szare gałązki ze złotymi listkami. Obok nich odchodziły łodygi, zakończone perłowymi różyczkami. Cały misterny haft ciągnął się aż do pasa, gdzie przechodził potem w kilka rzędów bursztynowych kamyków. Adamanta wiedziała jak się ubrać, żeby zachwycać wszystkich dostojników dookoła siebie. Czarne i gęste włosy miała zaplecione w długi warkocz, zakończony czerwoną kokardą. W prawej ręce trzymała wachlarz, zdobiony orientalnymi wzorami. Raz po raz nim poruszała, tworząc delikatny, ochładzający wiatr. Na jej porcelanowej twarzy gościł, tak jak zawsze, leniwy uśmiech. - Witaj, drogi Arturku! - powiedziała, wyciągając bladą dłoń w moją stronę, na której błyszczały bogate klejnoty wtopione w złote pierścienie. Ująłem ją ...