Rozdział 26 Kłopoty

 Artur


Spałem spokojnie w swojej komnacie, póki nie usłyszałem łomotania do drzwi. Podniosłem się mamrocząc przekleństwo pod nosem. Kto też mnie teraz jeszcze niepokoi. Jednak kiedy je otworzyłem i zobaczyłem przerażoną minę Aureliano, od razu się przebudziłem.

- Jest problem - wysapał generał, opierając się o framugę.

- Co się dzieje? - spytałem, wpuszczając go do środka, po czym zamknąłem za nim drzwi.

- Hrabia jest wściekły z jakiegoś powodu. Kiedy wszedłem do jego komnaty, wszędzie latały książki, którymi rzucał ze wściekłości. O mało mnie nie udusił, gdy nie znałem odpowiedzi na jego pytania.

- Jakie pytania?

- Nie wiem nawet o co mu chodziło. Z tego całego ataku zrozumiałem jedynie, że dowiedział się o istnieniu kogoś, kto powinien być martwy. Jakiś Elon La coś tam.

- Eron LaCarel… - odparłem ze zgrozą.

Jedno ze sztucznych oczu Aureliano spojrzało na mnie z prawdziwym wyrazem zdziwienia, że znam to nazwisko. Natomiast ja o mało nie zemdlałem. Jakim cudem hrabia się o nim dowiedział? Przecież dopiero co Adamanta mi o nim powiedziała. A co jeśli to wszystko było tylko pułapką?

- Jeżeli Forkles postanowi go szukać to Viviennie jest w ogromnym niebezpieczeństwie - wydusiłem z siebie, po czym wstałem i zacząłem wsadzać sztylety za pas. - Muszę jej pomóc.

- O czym ty mówisz? Wyjaśnij mi o co tu chodzi, w tej chwili! - Aureliano zagrodził mi drogę i patrzył ostrym wzrokiem.

- Eron LaCarel to mareritt, którego znalezienie zleciła mi Adamanta. Dzisiaj rano Viv poszła do Edwarda, aby zdobyć jakieś informacje.

- O bogowie… - szepnął przerażony Aureliano. Wiedział, że hrabia zabije ją na miejscu, jeżeli znajdzie ją w domu Erona.

- Musisz zająć czymś hrabiego albo go uspokoić. Dać mi chociaż czas, żebym ich ostrzegł.

- Arturze, ale ty nie rozumiesz - generał patrzył na mnie z bezradnością. - Przyszedłem tu, bo Forkles cię do siebie wzywa.

- Dobrze, w takim razie pozostaje mi blefować. Ty musisz skontaktować się z Adamantą. W tym zamku albo jest szpieg albo ona za dużo gada.

- Hrabia, gdy wpadł w szał, to pierwsze co zrobił, to pobił ją do nieprzytomności.

Zmarszczyłem brwi. W takim razie to nie była żadna intryga Adamanty. Sprawa wyglądała beznadziejnie, ale liczyło się teraz kupienie czasu Vivienne. Jeżeli dobrze to rozegram, to może zdąży wrócić. Mam jedynie nadzieję, że ten kto doniósł o tym Forklesowi, nie rozpoznał mnie jako tego, który miał odnaleźć Erona.

- Jeżeli Vivienne jest z Edwardem, to nie mamy co panikować. Gorzej jeżeli wzięła sama sprawy w ręce, a to do niej bardzo podobne - powiedział Aureliano, drapiąc się nerwowo po głowie.

- Generale musimy się wziąć w garść! Nie możesz wyglądać na takiego, co jakby przechodził właśnie załamanie nerwowe.

- Masz rację - odetchnął głęboko i poprawił swoją karmazynową pelerynę. Kiwnął mi głową na pożegnanie, po czym wyszedł szybkim krokiem.

- Nie jest dobrze, oj nie jest - szeptałem do siebie, gdy szedłem w stronę komnaty hrabiego.

Chciałem zapukać do drzwi, kiedy te nagle się otworzyły i wyleciał z nich przerażony służący. Uciekł nie oglądając się za siebie. Pomodliłem się w duchu i wszedłem do środka.

Komnata wyglądała jakby przeszedł przez nią huragan. Wszystko leżało na ziemi albo było w kawałkach. Okno zostało wybite, a firany poszarpane. Błyszcząca podłoga zamieniła się w składowisko szkła i powyrywanych z książek kartek. W centrum tego chaosu stał sapiący dziko hrabia. Nie podszedłem do niego, tylko czekałem, aż mnie zauważy, Po chwili spojrzał się na mnie wściekłym wzrokiem.

- Gdzie twoja siostra!? - krzyknął, a jego oczy rozszerzyły się, jak u straszliwej bestii.

- Vivienne? Ona… jest w mieście, tak jak zresztą ją wczoraj prosiłeś - kłamstwo gładko przeszło mi przez usta. - Miała szpiegować mieszkańca podejrzanego o handel z marerittami, nie pamiętasz?

Wstrzymałem oddech, czekając na reakcję Forklesa. Czy przejrzał moje kłamstwo? Byłem bliski padnięcia na kolana i błagania o litość dla siostry, gdy hrabia nagle się zaśmiał.

- Już mi się wszystko miesza. Mam nadzieję, że przyniesie dobre wieści, bo jak widzisz nie mam dzisiaj humoru.

Odetchnąłem ciężko, widząc że kupił mój blef. Teraz tylko go opanować i odwieść od pomysłu szukania Erona. Nie rozumiem też skąd ta cała jego złość. Myślałem, że Adamanta ukrywała to w sekrecie, tym bardziej przed Forklesem. Jednak jego gwałtowna reakcja na wieść o powrocie mareritta, sugeruje że musiał go znać. W dodatku hrabia nienawidzi go bardziej niż nas wszystkich razem wziętych.

- A co się dzieje, Wasza Wysokość? - spytałem niewinnie, spoglądając zmartwionym wzrokiem.

Forkles w milczeniu obserwował, jak wiatr dostający się przez rozbite okno, porusza zniszczoną firanką. Wziął głęboki oddech i na mnie spojrzał. W jego oczach dostrzegłem czającą się groźbę.

- Bo wyobraź sobie, że doszły mnie słuchy o tym, jakoby ktoś kto oficjalnie nie żyje od prawie dziesięciu lat, jednak był cały i zdrowy.

- Skoro mówisz Panie, że uznany był za nieżywego, to może to tylko zwykła plotka lub pomyłka - odparłem gładko, wytrzymując jego drapieżny wzrok.

- Nie mogło dojść do pomyłki. Zabiłem go własnymi rękoma.

Powiedział to spokojnym, lodowatym głosem. Żaden mięsień na jego twarzy nie drgnął. Czułem jak po plecach przechodzi mi dreszcz. Cala ta sprawa zaczynała się coraz bardziej komplikować. Jak do tej pory sądziłem, że Eron to zbiegły kochanek Adamanty. Sama zarzekała się, że ma się dobrze i żyje we Wschodniej dzielnicy. A teraz Forkles mówi, że go zabił. O co w tym wszystkim chodzi?

Teraz jednak muszę bardzo uważać na swoje słowa i zachowanie. Może hrabia jest narcystycznym psychopatą, ale nie należał do głupich przywódców. Jeżeli wyczuje że się waham, gdy będę odpowiadał na następne pytania, to możemy z Viv wpaść w duże kłopoty.

- W takim razie skąd pomysł, że jednak żyje? - spytałem, przełykając nerwowo ślinę.

- Nie urodziłem się wczoraj, Arturze - warknął, podchodząc bliżej w moja stronę. W ręce ściskał jeden ze swoich medalionów. - Mam ludzi, którzy widzą wtedy, kiedy ja mrugam oraz słyszą, gdy wiatr wyje w moich uszach.

Odwrócił się w stronę wiszącej na ścianie półki z kilkoma zakurzonymi książkami. Wydawała się być jako jedyna nietknięta jego szaleńczą furią. Forkles też widocznie to zauważył, ponieważ wykonał szybki gest ręką, wymawiając przy tym zaklęcie, a wszystko zostało zrzucone z pomocą niewidzialnej siły. Przeczesał wściekle gęste, czarne włosy, których niesforne kosmyki jeszcze bardziej go drażniły, wpadając do oczu. Głęboko oddychając, stanął przy mosiężnym stole, na którym leżał wysadzany klejnotami sztylet. Wziął go do ręki, bacznie mu się przyglądając.

- Czy wiesz…- ostrze wydało nieprzyjemny dźwięk, kiedy przejechał nim po stole, zostawiając płytkie rysy. - Kim jest Eron LaCarel? - spytał, wbijając sztylet w drewno.

- Nie mam pojęcia, Wasza Wysokość.

Forkles uniósł kąciki ust, paskudnie się uśmiechając. Nie musiał nic mówić, żebym się mógł domyślić, że wie o moim kłamstwie. Jednak nie miałem zamiaru się poddać. Będę brnął w to choćby miał mnie zabić, byle tylko kupić czas Vivienne.

- Ty i twoja siostra podpadliście mi po tej całej podejrzanej akcji z mrocznym marerittem - powiedział, nie spoglądając w moją stronę. Zawiesił wzrok na drzwiach, prowadzących do komnaty Adamanty. Chwilę tak stał w ciszy, aż w końcu się odwrócił, żeby wbić we mnie jadowity wzrok swoich zielonych oczu. - Dlatego nie powinno cię dziwić, że kiedy usłyszałem od zaufanej osoby, żebym uważał, bo ktoś z moich ludzi będzie próbował skontaktować się z Eronem, to od razu pomyślałem o was.

Zapadła cisza, przerywana delikatnym szumem wiatru. Nie byłem w stanie spojrzeć w stronę hrabiego. Bałem się, że wszystko wyczyta z moich oczu. Tyle, że musiałem coś powiedzieć.

- Jak widzisz Panie, stoję tu przed tobą, a nie popijam herbatę z tym domniemanie nieżywym Eronem - powiedziałem, siląc się na żartobliwy ton.

- Bawi cię to, Arturze? - warknął, wyciągając sztylet ze stołu. - Gdzie jest w takim razie twoja siostra?

- Już mówiłem, jest na misji - odparłem zirytowanym głosem, tak naprawdę próbując zamaskować jego drżenie.

- Na misji… - Forkles cicho się zaśmiał. Przejechał dłonią po błyszczącym uchwycie sztyletu. W jego oczach odbijały się migoczące kamienie. Wymierzył nim w moją stronę. - Zbierz ludzi i powiedz, że wyruszamy za dziesięć minut.

Niedobrze. Tyle czasu to za mało, żeby Vivienne mogła załatwić sprawę z Eronem. Zgrzytnąłem zębami, widząc triumfalny uśmiech na twarzy Forklesa. Nie mogę mu się sprzeciwić, bo wydam wtedy wyrok na siostrę.

- Wasza Wysokość… - Ukłoniłem się hrabiemu, z wzrokiem wbitym w ziemię. To jeszcze nie koniec naszej gry, ale niech myśli, że mnie pokonał.

Kiedy odwróciłem się, z zamiarem opuszczenia komnaty, zza pleców dobiegł mnie jego lodowaty głos.

- Jeżeli ona tam będzie, to zginie szybciej niż zdążysz krzyknąć.


Huk galopujących przez miasto koni, odbijał się od ścian pobliskich budynków. Forkles jechał jako pierwszy. Za nim byłem ja wraz z Aureliano. Na końcu trzymało się kilku Rubinów i strażników. Spojrzałem w bok na zamyślonego generała. Przed wyjazdem powiedział mi, że będzie próbował w jakiś sposób ostrzec Edwarda, ale nie zdradził mi jak to zrobi.

Otaczało nas coraz mniej gęste zabudowanie, co oznaczało, że niedługo wjedziemy do Wschodniej dzielnicy. W duchu błagałem, żeby Vivienne w jakiś sposób usłyszała moje prośby i uciekała z tamtego domu jak najszybciej.

- Nie martw się Arturze, twojej siostrze nic nie będzie - powiedział Aureliano stanowczym głosem, który dodał mi sił.

- Obyś miał rację.

Wjechaliśmy na ogromne pole uprawne. W zasięgu wzroku było tylko kilka domów. Ludzie słysząc tętent koni, wyszli na podwórka spoglądajac na nas z zainteresowaniem. Jednak widząc karmazynową czerwień peleryn i samego hrabiego na przodzie, uciekali szybko z powrotem do środka. W oddali zamajaczył gęsty las. Drzewa zaczynały już rzucać cień na część pola. Tuż na horyzoncie jarzyło się zachodzące słońce. Połowa jasnej kuli już zniknęła, a ostatnie promienie przecinały różowe niebo. Patrząc w górę zobaczyłem ogromnego kruka, który zaczął nad nami krążyć. Nie wydawał żadnego dźwięku. Szybował majestatycznie, aż w końcu zaczął pikować w dół i teraz frunął obok nas.

Kiedy Aureliano go dostrzegł, pomachał do niego gwałtownie, tak jakby chciał go przywołać. Ptak spojrzał bystrym wzrokiem, a następnie przeleciał na stronę generała, siadając mu na ramieniu. Widziałem jak szepcze coś do zwierzęcia, które tylko przekrzywiało głowę na boki. Po chwili Aureliano się odsunął, wyciągając rękę, aby kruk mógł odlecieć. Poszybował daleko aż do lasu.

- Co to było? - zapytałem zaciekawiony.

Generał położył palec na ustach, uciszając mnie. Wskazał na hrabiego, zapewne obawiając się, że może podsłuchiwać. Kiedy spojrzał w moją stronę, był uśmiechnięty, tak jakby ptak przyniósł nam jakieś dobre wieści. Może Viv jednak tam nie ma?

Wkrótce zza drzew w lesie wyłonił się ceglany domek. Okna były zasłonięte i wszędzie panowała głucha cisza. Wyglądał na opuszczony albo na taki, który nie chciał być odnaleziony. Zaklęcie wyciszające rozpoznam na kilometr, a tu dosyć silnie się odznaczało.

Podjechaliśmy tuż po dom, ale nie zsiedliśmy z koni. Obserwowałem zimną i opanowaną twarz Forklesa, który siedział wyprostowany w siodle, z ręką na mieczu przytroczonym do jego boku.

- Eronie LaCarel jeżeli nie wyjdziesz w tej chwili, zostaniesz wsadzony do więzienia. Później na mocy prawa Miasta Cieni, będziesz stracony. Za czyny, których się dopuściłeś z wyjątkową bezwzględnością - mocny głos hrabiego odbijał się złowieszczym echem.

Po jego słowach nastała głęboka cisza. Nie słychać było nawet ćwierkania ptaków. Hrabia zaczął się niecierpliwić, że nikt nie wychodzi. Miał już zsiadać z konia, kiedy drzwi nagle się otworzyły. Widząc, kto wyszedł z domu, zalała mnie fala ulgi.

- Witaj Forklesie, dawno się nie widzieliśmy.

Edward stanął przed nami i z zadowoleniem przyglądał się jak wściekłość zalewa twarz hrabiego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dobry, Zły i Brzydki

Tajemnica dzieciństwa

Rozdział 32 Ostatnie pożegnanie