Rozdział 27 Historia zakazanej miłości

Edward


- Chociaż możesz mi się na coś jednak przydać.

Mrukliwy głos Vivienne rozległ się w mojej głowie. Spojrzałem na nią, lekko się uśmiechając, zainteresowany cóż takiego wymyśliła.

- W jaki sposób?

- Musisz pokazać mi co się działo pomiędzy nim i Adamantą. Zrób to samo, co ze mną… - na chwilę przerwała, czekając aż jej bijące serce się uspokoi. - Tylko czy jesteś w stanie zrobić to tak, żeby jego tam nie było?

- Jestem w stanie zrobić wszystko - uniosłem kącik ust, gdy usłyszałem ciche prychnięcie.

Odwróciłem się w stronę Erona, który pochylił głowę do przodu. Pod stołem zdjąłem rękawiczkę, tak by tego nie zauważył. Cicho się do niego przysunąłem, cały czas go obserwując.

- Czy mogłabyś użyć swoich pięknych nici i go przywiązać, żeby mi się nie wyrywał? - zapytałem Vivienne, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.

Po chwili zobaczyłem wokół niego kilka błyszczących więzów. Z reguły chyba nikt nie powinien ich widzieć, oprócz samej marerittki oczywiście. Jednak moje moce odkrywają wszystko, wraz z najlepszymi iluzjami. Dlatego byłem w stanie zobaczyć jak jej dłoń, spokojnie leżącą na stole, otacza gęsta sieć białych nici. Skinęła niezauważalnie w moją stronę.

- Uwaga zaczynam - cicho powiedziałem w myślach. - Na początku możesz czuć się nieswojo, ale to zaraz minie.

- Szkoda, że wcześniej to nie zadziałało.

Zaśmiałem się w duchu. Nie chciałem jej wtedy krzywdzić, tylko przypomnieć o czymś. Sam zresztą byłem ciekaw czegoś więcej na jej temat. Jest jedną, wielką chodzącą tajemnicą, a przecież to do mnie ten tytuł należy.

- Po prostu za bardzo boisz się tych wspomnień - wyjaśniłem spokojnym głosem.

Jednak to nie był czas na tę rozmowę. Powoli wysunąłem rękę spod stołu i chwyciłem nią za tył głowy Erona. Przerażony próbował się wyrwać, ale nie był w stanie, bo ruchy skutecznie ograniczyły mu więzy Vivienne.

- C-co ty robisz? - wydusił, a jego oczy rozszerzyły się ze strachu.

- Ćśś… Zaraz uśniesz.

Wyszeptałem cicho zaklęcie. Ciało Erona zwiotczało, a oczy zasnuła mgła. Skupiłem na nich całą swoją moc, po czym wdarłem się do jego umysłu. Długo szukałem zanim znalazłem odpowiednie wspomnienie. Było otoczone czarną chmurą i sypiącymi się z niej płatkami krwistych róż. Bingo.

Czując przypływ mocy, sięgnąłem po to zatajone wspomnienie. Wydarłem je ze środka, a następnie wchłonąłem całym sobą. Zdążyłem w ostatniej chwili sięgnąć wolną ręką pod stołem za kolano Vivienne, tak by i ona była w stanie oglądać wizję. Usłyszałem jej ciche westchnienie, gdy świat zaczął zacierać się przed naszymi oczami. Pora dowiedzieć się, co łączyło Adamantę i Erona.


Wkrótce wizja wspomnienia się ustabilizowała. Staliśmy z Vivienne w ogromnej sali, prawdopodobnie znajdującej się w zamku. Pełno w niej było ludzi, ubranych w kunsztownie zdobione stroje. Nie trzeba było dużych umiejętności, żeby się domyślić, że to jeden z bali hrabiego. Wirujące w tańcu pary nie zwracały na nas uwagi, tak jakbyśmy byli duchami. To poniekąd prawda, ponieważ w tym momencie jesteśmy tylko widzami wyświetlanego wspomnienia.

- Tam są - Vivienne szepnęła, ciągnąc mnie za poły płaszcza.

Spojrzałem w miejsce, które wskazywała palcem i dostrzegłem gronostajowe futro Forklesa. Wyglądał na nieco młodszego, przynajmniej o dziesięć lat. Obok niego stała Adamanta o władczym wyrazie twarzy. Trzymała hrabiego pod rękę i co jakiś czas mocniej ściskała jego ramię, gdy w trakcie rozmowy mówił coś nie tak.

Czyli to na pewno czasy sprzed kilkunastu lat. Jeszcze wtedy miała ona jakąkolwiek władzę nad Forklesem. Jednak nawet tyle lat temu w jego oczach dało się zobaczyć ten dziki błysk szaleństwa.

Kątem oka zobaczyłem, jak w naszą stronę zbliża się dwójka ludzi. Kroczyli wprost na mnie i Vivienne, przez co ona z lekko zaniepokojonym wyrazem twarzy zaczęła się cofać. Kiedy wpadła na mnie, odwróciła głowę i spojrzała wzrokiem, jasno dającym do zrozumienia, że mam się przesunąć. Tyle, że ja nie wykonałem żadnego ruchu. Patrzyłem z rozbawieniem jak coraz bardziej panikowała, aż w końcu byli tak blisko nas, że mogłem dostrzec szczegóły ich twarzy. Wtedy poczułem nieprzyjemny chłód. Kobieta z mężczyzną przeniknęli przez nas. Następnie kontynuowali swój taniec, niewzruszeni naszą obecnością.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że mogą przez nas przenikać? - fuknęła Vivienne, patrząc wściekłym wzrokiem.

Uśmiechnąłem się do niej, kręcąc głową, po czym ponownie spojrzałem na hrabiego. Pojawił się też i nasz mareritt. Eron stał przy nich, prowadząc niezbyt ożywioną rozmowę. Ubrany był w elegancki strój. Do boku paska spodni miał przytroczoną króliczą łapkę - symbol zamkowego myśliwego.

Popchnąłem lekko Vivienne, w niemym znaku, żebyśmy się do nich zbliżyli. Kiedy staliśmy tuż obok, mogliśmy usłyszeć o czym rozmawiają.

- Eronie, czy możesz jutro rano towarzyszyć mi na moim cotygodniowym polowaniu? - hrabia objął go z nonszalancją, patrząc uważnym spojrzeniem.

- Ależ oczywiście Wasza Wysokość. Czy mam przygotować coś specjalnego?

- Rozłóż wnyki na terenie lasu, tylko gdy oddam strzał do złapanego zwierzęcia, to je szybko zdejmij dobrze?

- Twoje słowa są dla mnie rozkazem, Wasza Miłość.

Eron wykonał głęboki, lekko przesadzony, ukłon. Jego słowa były tak sztuczne, że dziecko by się domyśliło, jak wielką niechęć żywi do hrabiego. On jednak słynął wtedy ze swojej krótkowzroczności, toteż poklepał radośnie myśliwego po plecach i ruszył w kierunku innych gości balu.

Zobaczyliśmy jak Eron nieznacznie przybliża się do Adamanty. Oboje nawet na siebie nie patrzyli. Mareritt delikatnie chwycił za jej dłoń. Kobieta gwałtownie nabrała powietrza, dalej wpatrując się w punkt przed sobą. Zbliżył się jeszcze bardziej, po czym nachylił się do jej ucha.

- Wyglądasz dzisiaj zjawiskowo różyczko - szepnął, nieznacznie ściskając jej dłoń.

Adamanta cicho westchnęła i lekko odchyliła głowę do tyłu. Wykonała szybki ruch, po czym udając, że mdleje padła w jego ramiona.

- Przyjdź tam, gdzie zawsze, kiedy to wszystko się skończy - powiedziała zdławionym głosem, wpatrując się w niego.

Eron skinął głową, a następnie powoli postawił ją na nogi. W międzyczasie udało mu się złożyć na jej policzku pocałunek. Kobieta wyjęła swój wachlarz, którym zasłoniła czerwone rumieńce. Rozeszli się w inne strony, nawet na siebie nie patrząc.

- Wiemy już kiedy się to wszystko mniej więcej zaczęło, ale jak to się skończyło? - mruknęła Viv, zastanawiając się nad całą sytuacją.

- Zaraz się dowiemy - powiedziałem, chwytając ją w pasie i przyciągając do siebie.

Pstryknąłem palcami, a świat przed nami ponownie zawirował. Różne sceny z życia Erona przewijały się, gdy szukałem odpowiedniego wspomnienia. Widzieliśmy wszystkie ich schadzki, ukradkowe spojrzenia wymienianie na balach, a także momenty ich kłótni.

W końcu znalazłem najbardziej ukryte wspomnienie. Ich ostatnie spotkanie. Staliśmy teraz nie w zamku, a w znanym nam domku Erona. Leżał na łóżku, obejmując wtuloną w niego Adamantę. Delikatnie czesał dłonią jej gęste włosy, zahaczając co jakiś czas palcami o jej policzek. Kobieta leniwie się uśmiechnęła, po czym przysunęła się do niego jeszcze bliżej.

- Czyż nie jest cudownie? - powiedziała, cicho wzdychając.

Eron milczał, skupiony na rozplątywaniu kołtuna jej włosów. Kiedy mu się to udało, uniósł się patrząc na w widok za oknem.

- Coś się stało kochany? - spytała, podnosząc się z poduszek. Na szyi miała zawieszoną kryształową różę.

- Dlaczego nie pozwolisz mi pójść do niego i powiedzieć, co nas łączy? - Eron spojrzał zbolałym wzrokiem, zaciskając mocno zęby.

Adamanta gwałtownie się podniosła. Uklęknęła przed nim, czepiając się jego ramion. Jej rozszerzone ze strachu oczy wpatrywały się w niego z litością.

- On cię zabije… - wydusiła przerażona.

- Dlaczego? Przecież jesteś wdową, a w dodatku matką hrabiego, możesz robić co tylko chcesz. Mezalians raczej nie powinien wprawiać cię w takie przerażenie.

- Nie chodzi o twoją pozycję społeczną tylko… - zawahała się, patrząc na niego wzrokiem przepełnionym czułością, ale też strachem.

- Tylko co!? - krzyknął Eron.

Adamanta odsunęła się od niego. Ręce jej drżały, a pierś falowała, jakby łapała powietrze. Próbowała coś z siebie wydusić, ale nie była w stanie.

- Powiedz, dlaczego musimy się wiecznie ukrywać. Dlaczego nie mogę nawet na ciebie spojrzeć, czy cię dotknąć, gdy jesteśmy w tłumie. Powiedz to Adamanto!

- Bo jesteś marerittem! - krzyknęła rozpaczliwym głosem, zalewając się łzami.

Po jej słowach zapadła ciężka, namacalna cisza. Przerywał ją tylko co jakiś czas urywany szloch Adamanty. Eron patrzył beznamiętnym wzrokiem przed siebie. Po chwili wstał, podszedł do szafy, wyciągnął z niej marynarkę, którą narzucił na bawełnianą koszulę. Następnie usiadł na krześle, założył i zapiął buty, a na koniec chwycił kapelusz z szerokim rondem.

- Co robisz? - szepnęła Adamanta, stając przed nim.

- Idę do hrabiego powiedzieć mu prawdę - powiedział twardym głosem, odsuwając ją od siebie.

- Nie możesz! Zabije cię, Eronie!

- Jeżeli taka jest cena prawdy, to jestem w stanie ją ponieść.

Przeszedł do drugiego pokoju. Za nim wbiegła rozedrgana Adamanta. Łzy spływały jej po twarzy. Chwyciła myśliwego w pasie i zaparła się nogami.

- Nie rób tego, błagam cię!

Eron odwrócił się w jej stronę. Chwycił delikatnie podbródek kobiety, tak by na niego spojrzała.

- Nie mogę żyć dalej w kłamstwie. Nie mogę, bo cię kocham Adamanto - powiedział spokojnym głosem, ocierając jej łzy z policzka.

- Eronie to wyrok śmierci…

- Akceptuję to ryzyko, ale wierzę, że mylisz się. Hrabia traktuje mnie jako swojego bliskiego pracownika. Nawet jeśli domyśla się, że jestem marerittem, to już wcześniej by mnie zabił.

- Ty nic nie rozumiesz… - Adamanta zaczęła się trząść jakby ze strachu.

- Do zobaczenia najdroższa.

Pochylił się i ją pocałował. Ostatni raz się na niego rzuciła, próbując rozpaczliwie go powstrzymać przed wyjściem. Eron był stanowczy. Ignorując jej krzyki wyszedł z domu, nie oglądając się za siebie. Adamanta padła na podłogę, rozpaczliwie płacząc.

Zobaczyłem jak Vivienne ociera szybkim ruchem spływające po policzku łzy. W jej oczach widać było współczucie dla matki hrabiego. To prawda, że była ona najgorszą z żon władców Miasta Cieni, ale nie zasłużyła na takie zakończenie historii. Tylko czy rzeczywiście jest to zakończenie?

- To ostatnie wspomnienie Erona, w którym obecna jest Adamanta - powiedziałem, zwracając się do Vivienne.

- Ale przecież nie wiemy jak się skończyła ta historia. Zwłaszcza, że on wygląda na takiego, co teraz nienawidzi matki hrabiego, a tu chciał oddać za nią życie!

- Mogę spróbować przejrzeć dalsze jego wspomnienia. Dowiedzmy się może, co wydarzyło się w czasie jego wizyty u hrabiego. Możliwe, że tam stało się coś ważnego.

Miałem już chwycić Vivienne i przenieść nas w inne wspomnienie, gdy usłyszałem krakanie. Rozejrzałem się po pokoju, szukając źródła dźwięku. W rogu pokoju dostrzegłem dużego kruka. Patrzyłem na niego zdziwiony, a ptak w odpowiedzi rozwarł szeroko dziób i ponownie zaskrzeczał straszliwie. Brzmiało to prawie jak krzyk.

- Na co czekasz? - zapytała Vivienne, odwracając się w moją stronę. Kiedy dostrzegła kruka jej twarz przybrała zdziwiony wyraz. - A ten co tu robi?

- Coś jest nie tak - powiedziałem, marszcząc brwi. Zwierzę nie powinno tu być, bo był zbyt daleko od nas, gdy wchodziłem do umysłu Erona. - Musimy przerwać połączenie.

- Ale jeszcze nie wiemy najważniejszego! Możliwe, że to pomoże nam…

Dalszej części zdania nie usłyszałem, ponieważ zagłuszyło ją coraz częstsze i mocniejsze krakanie ptaka. W końcu był tak głośny, że nie byłem w stanie skupić się na własnych myślach.

Złapałem Vivienne za rękę, wymamrotałem zaklęcie, a całe wspomnienie zaczęło się rozmazywać. Kończenie połączenia nie należało do przyjemnych. Musiałem szybko opuścić jego umysł. Coś niepokojącego działo się w rzeczywistym świecie, skoro kruk nagle pojawił się w wizji. Poczułem mocne szarpnięcie do tyłu i znów zobaczyłem, że znajdujemy się w domu Erona, ale tym razem prawdziwym.

- Co mi zrobiliście!? - warknął zirytowany, podnosząc się z krzesła.

Puściłem jego głowę i szybko naciągnąłem rękawiczkę na dłoń. Zobaczyłem, że Vivienne lekko się chwieje, rozmasowując ból głowy. Ja byłem wprawiony w badanie umysłów, natomiast jej organizm przeżył lekki wstrząs. Kiedy dostrzegła mój zmartwiony wzrok, kiwnęła głową na znak, że wszystko w porządku.

Wtedy nagle pojawił się kruk. Usiadł na moim ramieniu i krakał wyjątkowo zdenerwowany. Słuchałem uważnie o co mu chodzi, aż w końcu wszystko zrozumiałem.

- Mamy kłopoty - powiedziałem, patrząc z uwagą na Vivienne. - Hrabia tu jest.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dobry, Zły i Brzydki

Tajemnica dzieciństwa

Rozdział 32 Ostatnie pożegnanie