Rozdział 30 Koniec historii
Vivienne Wkrótce oboje staliśmy w komnacie Adamanty. Leżała na ogromnym łóżku z szerokim baldachimem, szczelnie pozakrywana pierzynami. Miała lekko przechyloną na bok głowę z beznamiętnym wyrazem twarzy. Oczy ziały pustką, wpatrzone w mroczny bezkres przed nią. Twarz miała opuchniętą, zarówno przez łzy, jak i ciosy zadane przez Forklesa. Jej włosy pełne kołtunów przypominały ptasie gniazdo. Zapewne nikt się nią nie zajął, po tym jak nieprzytomna została tu przeniesiona. Albo hrabia wydał rozkaz by nikt się nie zbliżał. Poczułam lekki ucisk w piersi, widząc w jak bardzo nędznym jest stanie. Otrzymała nadzieję na odzyskanie swojego ukochanego, którą zaraz utraciła, gdy hrabia przebił jego ciało mieczem. Kiedyś, gdy wchodziła do pomieszczenia, od razu całą jego objętość wypełniała swoją siłą i stanowczością. Teraz wyglądała na kogoś, kto nie ma po co żyć. - Witaj Adamanto - Artur zaczął cichym, kojącym głosem. Podszedł do brzegu łóżka, wyciągając dłoń by jej dotknąć...