Rozdział 1 Przekleństwo, czy może też cud?
Vivienne Obudził mnie odgłos, obijających się o siebie naczyń oraz ciche i nerwowe szepty. Lekko uchyliłam powieki, jednak po chwili ponownie je przymknęłam, kiedy oślepiło mnie jaskrawe światło promieni słonecznych. Przewróciłam się na drugi bok i zaczęłam się przyglądać małemu, pulchnemu chłopcu, który obok mnie cicho pochrapywał. Szturchnęłam braciszka, próbując go obudzić, jednak ten spał twardym snem, mamrocząc coś pod nosem. Podniosłam się na łóżku i usiadłam po turecku, przyzwyczajając wzrok do dziennego światła. Gdy już mogłam patrzeć, bez potrzeby mrużenia oczu, rozejrzałam się po pokoju. Nasz dom nie był duży, ani bogato wystrojony. Była to mała izdebka, w której znajdowały się dwa łóżka oraz niewielka kuchnia. Wszędzie walały się książki i przeróżne papiery, a także sterta ubrań czekająca na zacerowanie. Zeszłam z łóżka i podreptałam do niewielkiego kominka, stojącego w rogu izby. Kiedy poczułam otulające ciepło, ponownie zachciało mi się spać, lecz ...