Rozdział 17 Kruk, Lew i Lisica
Vivienne Obudziłam się z potężnym bólem głowy. Chciałam przyłożyć dłoń do czoła, lecz poczułam, że jest ona unieruchomiona kajdankami. Jęknęłam z bezsilności, przypominając sobie wydarzenia sprzed utraty przytomności. Wszyscy nie żyli. Zawiodłam ich jako dowódca i towarzyszka niedoli. Może i część z nich była ludźmi, ale dzielenie z nimi przykrych obowiązków, sprawiło że się do siebie zbliżyliśmy. Jaki sens ma cała ta niekończąca się wojna? - Vivienne? - ciszę przerwał niewyraźny, zachrypnięty głos. Gwałtownie odwróciłam się w jego stronę, a kiedy zobaczyłam, że należy do Artura, po twarzy zaczęły spływać mi łzy ulgi. - Ty...Ty żyjesz! - Można tak powiedzieć, chociaż moje kości i mięśnie mówią co innego - Artur skrzywił się, gdy usiłował odwrócić w moją stronę - Gdzie my w ogóle jesteśmy? - mruknął, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. Było niewielkich rozmiarów, pomalowane na zielono. Oprócz stojącego w kącie fotela i stolika przy jednej ze ścian, całkowicie puste. Ni...