Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2020

Rozdział 17 Kruk, Lew i Lisica

 Vivienne Obudziłam się z potężnym bólem głowy. Chciałam przyłożyć dłoń do czoła, lecz poczułam, że jest ona unieruchomiona kajdankami. Jęknęłam z bezsilności, przypominając sobie wydarzenia sprzed utraty przytomności. Wszyscy nie żyli. Zawiodłam ich jako dowódca i towarzyszka niedoli. Może i część z nich była ludźmi, ale dzielenie z nimi przykrych obowiązków, sprawiło że się do siebie zbliżyliśmy. Jaki sens ma cała ta niekończąca się wojna? - Vivienne? - ciszę przerwał niewyraźny, zachrypnięty głos. Gwałtownie odwróciłam się w jego stronę, a kiedy zobaczyłam, że należy do Artura, po twarzy zaczęły spływać mi łzy ulgi. - Ty...Ty żyjesz! - Można tak powiedzieć, chociaż moje kości i mięśnie mówią co innego - Artur skrzywił się, gdy usiłował odwrócić w moją stronę - Gdzie my w ogóle jesteśmy? - mruknął, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. Było niewielkich rozmiarów, pomalowane na zielono. Oprócz stojącego w kącie fotela i stolika przy jednej ze ścian, całkowicie puste. Ni...

Rozdział 16 Rozłąka

 Artur Krzyk i huk wystrzału przecięły grobową ciszę, panującą w domu. Spojrzałem na Viv swoim nie znoszącym sprzeciwu wzrokiem i poleciłem jej, żeby sprawdziła górne piętro, a ja pójdę zobaczyć, co tam się dzieje. Miała trochę skwaszoną minę, ale wiedziała, że nie ma dyskusji, więc cicho wznowiła wspinaczkę po schodach. Natomiast ja powoli podszedłem do wyjścia. Trzymałem naładowaną broń w górze i stanąłem za drzwi. Po chwili gwałtownie je pociągnąłem, cały czas chowając się za nimi, tak by uniknąć ataku z zaskoczenia. Kiedy upewniłem się, że raczej nikt nie będzie strzelał, ostrożnie zacząłem wychodzić. Martwiła mnie cisza, która zapadła po strzale, więc byłem gotowy na wszystko. Jednak to, co zastałem przerosło moje oczekiwania. Tuż przed domem toczyła się zacięta walka, w której brali udział praktycznie wszyscy Rubini, których tu zostawiliśmy,ale także dotarło kilka osób jako wsparcie z zamku. Uformowali obronny szyk, chroniąc strzelców, tak by mogli swobodnie...

Rozdział 15 Samotny dom

 Vivienne - Poczekaj, poczekaj - powiedziałam, chwytając brata za ramię. - Chcesz mi powiedzieć, że jesteś przyzwoitką Adamanty, bo ta groziła ci, że nas wyda Forklesowi? - Tak - burknął, krzyżując ramiona i patrząc na mnie karcąco. Próbowałam stłumić śmiech, ale jego zdruzgotany wyraz twarzy, sprawił, że wybuchłam. Nie mogłam się powstrzymać, aż łzy zaczęły mi lecieć z oczu. Artur warknął coś w moją stronę, a ja dalej nie mogłam przestać. - To najzabawniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam! - odparłam, ocierając mokre policzki. - Mój dumny, zarozumiały brat czyjąś zabaweczką, haha przepraszam, naprawdę. Kolejna salwa śmiechu przerwała moją wypowiedź. Odetchnęłam głęboko, starając się uspokoić. Jednak cały czas w głowie wyobrażałam sobie, jak musieli razem wyglądać i wtedy moja głupawka wracała. - Uratowałem nam tyłki, a ty jeszcze się ze mnie śmiejesz! - Wybacz “Arturku”, ale przyznaj, że nie możesz mnie winić za taką reakcję. - Mogę i będę! To ja się muszę z ...

Rozdział 14 Lekcja tańca

 Artur Po powrocie do zamku, Vivienne ledwo mogła się uspokoić. Była tak podekscytowana, że chyba nawet nie przespała nocy. Zmartwiło mnie to, ponieważ bałem się, że jeżeli cały plan nie wyjdzie - ona się załamie. Dlatego starałem się ostudzić jej zapał, ale nic to nie dało. Jednak jej wesoły humor udzielił się i mnie, przez co częściej na mojej twarzy gościł szczery uśmiech. Po tym, co usłyszeliśmy od Evelynn i Magnusa, wstąpił w nas rodzaj pewnej siły. Mieliśmy zdecydowanie więcej motywacji i chęci do robienia czegokolwiek. Nawet wymyślne zlecenia od hrabiego nie mogły nam popsuć humoru. Z niecierpliwością odliczaliśmy dni do następnego spotkania. Jednak, jak to zwykle bywa, za długo nie mogliśmy się cieszyć. Zmierzałem do komnaty Forklesa, aby zdać mu raport z dziennego patrolu, gdy wtem drogę zastąpiła mi Adamanta. Nisko skłoniłem się matce hrabiego i wymamrotałem grzecznościową formułkę. - Witaj Arturze - odrzekła swoim wyniosłym głosem, patrząc chłodno w...